Showing posts with label Sennik. Show all posts
Showing posts with label Sennik. Show all posts

22 January 2012

Z cyklu: 'nie ma to jak...'


W dzisiejszym odcinku - nie ma to jak senny koszmar w prezencie imieninowym.

No doprawdy, już lepszej nocki na wyśnienie parady upiorów z przeszłości, jak ta poprzedzająca mój ulubiony w styczniu dzień, nie mogło być.

Wszystkie trupy, upychane dotąd pieczołowicie a skutecznie w szafie z napisem 'przed otwarciem skonsultuj się z psychiatrą, gdyż nieostrożne obchodzenie się z zawartością może wywołać nieodwracalne dla psychiki skutki' sforsowały potrójne zabezpieczenia oraz najnowszej generacji zamek szyfrowy i korzystając z mojej chwilowej nieuwagi wsączyły się podstępnie w spokojny dotąd sen. Zaskakująco logicznego korowodu scen i sytuacji - z których jedne śniłam na wzór oglądania po raz któryś dobrze znanego już filmu, innych tylko hipotetycznych, ale niepokojąco prawdopodobnych, zaś wszystkich wywołujących gęsią skórkę, zimny pot i dzwonienie zębami - mógłby mi pozazdrościć niejeden scenarzysta thrillerów przeżywający akurat kryzys twórczy. Zresztą może warto byłoby to wszystko spisać, dopóki jeszcze pamiętam, żeby za parę lat, z perspektywy czasu, pośmiać się ze swoich niegdysiejszych lęków i dylematów. Na razie musi wystarczyć mantra o treści: 'zawsze trzeba pamiętać, kto był, kiedy nikogo nie było'.

A dzisiejszej nocy dla odmiany wybrałam się na plażę w Faro.


P.S. To nieprawda, że wszystkie sny są czarno-białe. :-)


9 August 2011

Recepta na szczęście

Śniła mi się dziś. Gotowy i kompletny przepis na to, co trzeba zrobić, by być absolutnie szczęśliwym. Szkoda, czy dobrze, że po przebudzeniu nic nie pamiętałam? :)

16 March 2011

Zaczęło się...

I to od razu z grubej rury.
Kilka dni temu obudziłam się z koszmaru. Śniło mi się, że wbiegam po wąskich i stromych schodach bez poręczy, po obu stronach przepaść, każda noga waży tonę i podnieść ją by pokonać następny stopień jest prawie niemożliwe. Pomagam sobie rękami, właściwie wspinam się po tych przerażających schodach na czworakach, brakuje mi tchu i męczy paniczny lęk wysokości. A potem odwracam się, by ocenić zagrożenie i dostrzegam, że tym, co mnie ściga, jest wielka, czerwona, dmuchana napęczniała trzydziestka.
Ufff....
:)

5 February 2010

Notka sennikowa

Wczoraj...
Wróciłam z pracy. W Domu czyhały zwykłe czynności - odgruzowywanie, pranie, obiad. W ich trakcie znalazł się czas na gorącą herbatę. W pewnym momencie przypomniało mi się, że przecież dziś wyjeżdżam, już, zaraz, za moment, że muszę jeszcze spakować trylion Bardzo Przydatnych Przedmiotów. Pakowałam walizki i torby w panice i popłochu, do wyjazdu pozostało zaledwie kilkanaście minut. Ludzie, z którymi miałam jechać przyszli po mnie, ale ponieważ nie byłam jeszcze gotowa, zabrali tylko moje bagaże, ja z podręczną torebką na dworzec miałam dotrzeć sama. Udało mi się w końcu jakoś wykokosić, pędzę z rozwianym włosem, wpadam na peron... i widzę tylko tylne światła odjeżdżającego pociągu.

I w tym momencie się obudziłam.

Ale zdążyłam jeszcze przez chwilę poczuć wielkie szczęście, które nie minęło po przebudzeniu. Szczęście, w którego tle słychać łoskot spadających głazów, tych co czasem na sercu się rozpanoszą, które pachnie wolnością i obietnicą lepszych dni, ulotne, nieczęsto odczuwane wrażenie, że od teraz Wszystko Będzie Dobrze.

Kolejny raz ogarnia mnie poczucie, że w życiu, do mojego osobistego szczęścia, nie jest mi potrzebne zbyt wiele rzeczy, że paradoksalnie pozbywając się czegoś, niczego nie tracę, a wręcz przeciwnie, bilans wychodzi na plus. I nie mam na myśli przedmiotów materialnych, w każdym razie nie tylko. Balastem w moim życiu najczęściej są złe emocje, zapieczone złości, ograniczenia narzucane przez ludzi, z bliższego i dalszego otoczenia, którzy zawsze wiedzą lepiej, jak trzeba żyć.
Jak to dobrze znowu poczuć się wolnym, wstawać ze świadomością, że kolejny puzel wskoczył na swoje miejsce i układanka przynajmniej chwilowo wygląda na kompletną :)

Dzisiejszą notkę sponsoruje Seweryn. O, przepraszam, Pan Seweryn :)

12 December 2008

Notka przezsenna

Znaczy nie przez sen pisana, o nie. Mój organizm po wielu miesiącach buntu ostatecznie zachował się po francusku, czyt. wywiesił białą flagę, skapitulował i przyzwyczaił się do przełączania na tryb 'on' wraz z pierwszym sygnałem budzika. Przezsenna oznacza tu zainspirowana tym co mi się dziś śniło.

Śniło mi się, że byłam w ciąży. Panienka od usg wręczyła mi końcówkę do ręki i przykazała się obsłużyć. No więc tak jeżdżę sobie tym ustrojstwem po brzuchu, a panienka naukowym tonem komentuje - o, tu ma pani śledzionę, tu wątrobę, a pomiędzy tym śliczna ośmiotygodniowa ciąża.

Na dzień dzisiejszy co prawda bardziej mnie cieszy, że mam śledzionę i że jeszcze mam wątrobę, ale co by nie mówić, wizja możliwości posiadania 'ślicznej' c. też jest kusząca. Mam również silne podejrzenia, z jakiej przyczyny taki sen wygenerował się w mojej głowie. Otóż taszczyłam wczoraj do domu pracową paczkę świąteczną, drobne kilkanaście kilo rozmieszczone w dwóch reklamówkach. Coby sobie nie naciągnąć łapek po kolana wpadłam na pomysł przetransportowania ich razem, w jednej dużej torbie typu eko niesionej oburącz przed sobą. I o ile po terenie poziomym transport odbywał się w miarę sprawnie, o tyle przemieszczanie pionowe (czytaj: schody) pokonało mnie już po kilku pierwszych stopniach. I tak mi wczoraj, podczas tego niesienia smakowitych wiktuałów (motyw wątroby i śledziony) przyszło do głowy, że nie mogę dopuścić do zwiększenia swojej wagi o więcej niż o jakieś 15% obecnej (motyw ciążowy), bo w przeciwnym wypadku na takie powiedzmy drugie piętro pozostanie mi tylko wczołgiwanie. Albo wyciągarka budowlana :P



A tak już kompletnie z całkiem innej beczki to przyszło mi też do głowy, że podobnie jak tzw. dobre chęci premiowane są piekłem, tak samo fałsz i obłuda powinny być ;)