24 July 2011

To leniwa niedziela

bo przecież nie ostatnia :) przynajmniej nie specjalnie.
Od wczoraj planowaliśmy trochę rowerowej aktywności w granicach Miasta, ale niebo groziło kapaniem. Skończyło się nie-za-długim spacerem. Trzeba było polegać na guglowej pogodynce - do teraz nic nie wykapało. Za to zjedliśmy w zaprzyjaźnionej knajpce flaczki i krem z zielonego groszku - mniam mniam; i zrobiliśmy sporo domowych porządków przed jutrzejszym najazdem koleżki Pana W. Domku nasz mały, tak łatwo Cię zagracić, tak łatwo Cię posprzątać... Bo graci się sam, sprzątać sam - już nie chce, ot, złoślistwo.
Za to drugie danie podane zostało po mistrzowsku - nasze ulubione pesto, oliwki, parmezan, na bonus pomidorki. Lubię proste żarcie :)

23 July 2011

Szkoda, Amy.

Jeszcze dziś popołudniu przeglądając Wysokie Obcasy, czytałam tekst Karoliny Sulej zestawiającej Billie Holiday z Amy Winehouse i podsumowanie: 'Winehouse, duchowa wnuczka Lady Day, wciąż żyje'. Parę godzin później news w 'internetowym wydaniu dziennika' mówi coś wręcz przeciwnego. Szkoda, Amy, lubiłam Cię czasem posłuchać. Szkoda, że tak wyszło.


Początkowo w innym tonie chciałam, inaczej to opisać, ale... po przemyśleniu - na nic ocenianie ludzi i ich życiowych wyborów. 'Z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle'*. Tylko szkoda, liczyłam na kolejną płytę. Może byłaby podobna do Frank, którą wspominam z sentymentem? Towarzyszyła wielu miłym wydarzeniom dość dawno temu. A może byłaby całkiem inna. A może wcale by jej nie było..

Szkoda, Amy.

*) Stanisław Staszewski

Już prawie połowa lata...

... a ja nie jadłam jeszcze wakacyjnych kanapek z pasztetem, pomidorem i surową cebulą. Z roku na rok czas biegnie coraz prędzej i prędzej jakby chciał pobić własną życiówkę. No i po co, pytam?

Chce mi się do przyrody. Do lasu, nad wodę, na jagody (czy grzyby już są?), byle dalej od szumiącego miasta. Z wakanapką w kieszeni.