30 October 2013
17 September 2013
Ludzie dziwne som w dzisiejszych czasach...
...w sezonie pomidorówkę gotują z przecieru miast ze świeżutkich pomidorów, a ręczniki piorą razem z dżinsami - bo tak szybciej i przecieżnicsięniestanie... Fast food, fast life. Co wy, do stu tysięcy beczek kiszonej kapusty, robicie z tym zaoszczędzonym czasem?!
the best slow - pomidorówka ever
bo jak niepowszechnie wiadomo, przetwory z pomidorów im dłużej gotowane tym lepsze, albowiem syntezuje się wtenczas likopen mający dobroczynny wpływ m.in. na wymiatanie wolnych rodników.
1kg dojrzałych pomidorów, najlepiej odmiany lima
2 ząbki czosnku
1 cebula
1 mała pietruszka
kawałek selera
liść laurowy
ziele angielskie
gałązka lubczyku
łyżka suszonej bazylii
oliwa z oliwek
do dekoracji: kilka oliwek i listków świeżej bazylii, świeżo mielony pieprz.
na niewielkiej ilości oliwy poddusić poszatkowaną cebulę i jeden ząbek czosnku. dodać pokrojone w kostkę pomidory, dusić jeszcze chwilę. dolać tyle wody, aby pomidory były zakryte, dodać pietruszkę, seler i przyprawy. gotować na małym ogniu ok. 1.5h, w razie potrzeby uzupełniając wodę.
przed końcem gotowania dodać drugi ząbek czosnku i zmiksować zupę blenderem.
podawać z listkami świeżej bazylii, przepołowionymi zielonymi oliwkami, świeżo mielonym pieprzem.
29 August 2013
I'm in love with my car, gotta feel for my automobile.
wyszłam dziś, w ramach fitnessu tudzież dla spuszczenia nadmiaru pary, nawoskować strzałę i zrobić porządki w bagażniku. kąpałam ją kilka dni temu w myjni, ale rutynowe mycie nie załatwia wszystkiego. oraz nie ma to jak porządne, ręczne woskowanie, do litrów wylanego potu i bólu ramion. rozrywkę ową urządziłam sobie pod bramą, dostarczając dużo radości sąsiadom i przypadkowym przechodniom. ciśnienie do wyrażania własnego zdania w każdych okolicznościach i na każdy temat jest w moich rodakach nieodmiennie przemożne. przy czym w dobrym tonie jest wyrażanie owego zdania z wyższością, bo co tam taka blond gówniara pół cetnara może wiedzieć o życiu (autentyk).
jeden był szczególnie upierdliwy, krążył jak ćma wokół światła, podchodził kilka razy, ślepy na fakt, że nie jestem w nastroju do pogawędek.
-oo, chyba wyjazd na urlop się szykuje?
ciekawe skąd ten pomysł. przerywam na moment i obserwuję.
-bo takie wielkie sprzątanie, pucowanie..
oo, rozumiem, że szanowny pan również kąpie się tylko na specjalnie okazje?
-po prostu należało jej się mycie. przepraszam, jestem zajęta.
widzę, że nie kuma, ale może typ z tych, co do wszystkiego potrzebują odpowiednio istotnego powodu, najlepiej popartego paroma bardzo ważnymi opieczętowanymi pismami.
-dziecko, dajżesz sobie już spokój, tego grata to na złom a nie tak polerować!
pan szanowny również do najmłodszych nie należy. pan szanowny nie wie również, że siedzi na tykającej bombie zegarowej. jeszcze jestem spokojna. łypię tylko złowieszczo i szlifuję dalej.
-a ile ten samochód ma lat?
razem ze mną i tak mniej niż pan. spierdalaj.
nic tak nie wkurwia jak brak reakcji, ale czerstwy emeryt się nie poddaje. cierpliwość pewnikiem w kolejkach wyrabiał za dawnego ustroju.
-halo, halo!
(łyp, to znowu do mnie? a, wrócił jak bumerang.)
-halo, ale w mieście nie wolno myć samochodu!
nie myję samochodu. woskuję go.
-ja widziałem jak pani nalewa na szmatkę wodę.
(fakt, przed woskowaniem przetarłam lakier z kurzu. wilgotną ścierką. bez rozlewania wody, za to rozważam mały rozlew krwi przy użyciu lewarka. albo łyżki do opon. w ostateczności posłużę się trójkątem ostrzegawczym, solidna, niemiecka konstrukcja, widać od razu, że produkowana z myślą o zastosowaniu zaczepno-obronnym. ech ci niemcy.)
-ja zaraz zawołam milicję!
aa.. czyli jednak. utknął przed 89. biedak.
-proszę bardzo. z przyjemnością z nimi porozmawiam.
-bezczelna gówniara!
chwila przerwy, dokończyłam woskowanie, zabieram się za bagażnik. wrócił. tacy zawsze wracają.
-ale te śmieci to chyba pani pozabiera? (wywaliłam cały syf z bagażnika na chodnik)
ależ skąd też szanownemu panu przyszła podobna rzecz to do głowy. zamierzam zostawić ten uroczy pieprznik tak jak jest!
-tam na rogu są pojemniki do segregacji, folie osobno, szkło osobno, papier osobno.
doprawdy?
-niczego nie będę wyrzucać. wszystko mi się przyda.
-jak to..wszystko..?
-normalnie. nie ma tu ani jednej zbędnej rzeczy.
facio zaliczył opad szczeny i odpłynął gdzieś w odmęty osiedla mamrocząc jeszcze na odchodne pod nosem coś o gównażerii i bezczelności.
że też od razu na to nie wpadłam.. liczył najwyraźniej, że skubnie parę fantów za friko na własny użytek, czytaj: pokątny handelek oldskulem, a tu ch*j bombki strzelił.. nie będzie mamony..
Subscribe to:
Posts (Atom)


