13 May 2009

Notka dwukołowa o napędzie nożnym


Nie powiem, Ktoś mnie zainspirował!
taverna rousios, agia roumeli, crete, greece,october 2013
all rights reserved

Do zarabialni dojeżdżam sobie od dłuższego czasu rowerem. Poza oczywistymi korzyściami typu lepsza kondycja, silniejsze mięśnie (czytaj: w ogóle jakieś mięśnie :P) i uniezależnienie od kapryśnej jak panna na wydaniu komunikacji miejskiej szybko dały o sobie znać ułomności typu koktajl piaskowy w oczy, doprawiona na kwaśno zupa deszczowa i nierówne chodniki. No właśnie - chodniki :)

Na ulicy przez większość dnia jest niewygodnie. Z początku próbowałam jeździć jezdnią ze względu na zdecydowanie bardziej przyjazny układ świateł, ale szybko doszłam do wniosku, że poruszając się wolniej niż samochody, przeszkadzam i stwarzam zagrożenie. Trudno uniknąć omijania 'na lusterko', za którym jadąc rowerem nie przepadam, a że sama jestem kierowcą, wiem też, że to żaden komfort wyprzedzać rowerzystę na wąskim pasie.

Tak. więc, jeżdżę głównie po chodnikach. Rano, przed siódmą to sama przyjemność - szczątkowa ilość pieszych, w dodatku otumanionych wczesną porą. Po południu jazda chodnikiem zmienia się w fascynującą grę pt. prawo-lewo. Polega ona na tym, że część dobrze już rozbudzonych (a bywa, że o tej porze często i podkurwionych) ludziów nanożnych widząc parę metrów od siebie ludzia narowerowego dostaje nagłego zaniku zdolności analizowania sytuacji i dokonywania błyskawicznych wyborów i z obłędem w oczach miota się w porządku "krok w prawo-krok w lewo-obożeonanapewnomnieprzejedzie". Nie przejeżdżam, grzecznie omijam, a i tak zwykle doganiają mnie brzydkie słowa :) Miły przechodniu, uwierz, na chodniku jest miejsce i dla ciebie i dla mnie, zmieścimy się. Ja jadę powoli i z wysokości widzę lepiej co się dzieje parę metrów przede mną, zdążę zareagować. Ale ty w zamian nie rzucaj się po całej szerokości jak niezdecydowana ciotka, szczególnie jeśli jesteś poniżej wieku emerytalnego, starszym wybaczam z urzędu. Jeśli nie należysz do ok. 5% nie potrafiących jeździć rowerem i czasem się na nim przemieszczasz, jest niemal pewne, że kiedyś sam byłeś w opisanej sytuacji, albo rychło w niej będziesz.

Chodniki nie są dla rowerzystów? Ok, w takim razie od teraz z mściwą satysfakcją zaczynam potrącać osobników z upodobaniem lezących nielicznymi ścieżkami rowerowymi. Dzwonienie na nich najczęściej wywołuje oburzone spojrzenia i brzydkie słowa jak wyżej (o ile ścieżka ułożona jest z ładnych ceglastych kostek, upodobanie od biedy wytłumaczyć można perwersyjnymi ciągotami do czerwonych dywanów, a co kieruje ludźmi, gdy ścieżka to po prostu oddzielony linią kawałek chodnika? Pewnie nic. A jezdnią nie chodzą, przynajmniej na trzeźwo.)


PS. za osobniki z uszkodzoną wyobraźnią traktujące chodnik jak tor speedrowerowy z przeszkodami nie ponoszę odpowiedzialności.
Póki co po większości miejskich chodników rowerzyści poruszają się w charakterze gości i przede wszystkim od nich zależy by nie byli to goście nieproszeni.

28 March 2009

Notka przyszłościowa czyli jaki jakie są każdy widzi

Kaman.
Każdy wie co to są jaki, nie?
No, takie te frędzlaste bawoły z Indii, to też, tylko że w tym momencie akurat nie o te jaki mi chodzi.
Mam na myśli jaki składniowe gramatyczne. Jaki przypuszczające, obiecujące, kuszące, jaki roztaczające w niedalekiej perspektywie wizję wspaniałego życia jakie (!) nas czeka.

No bo przecież:

...jak schudnę te pięć kilo/jak wyrzeźbię sobie pośladki...
...jak kupię sobie te fantastyczne buty, co je widziałam tydzień temu na wystawie a kosztują nieprzyzwoicie dużo/jak sprzedam tę tonę ciuchów co mi w szafie zalegają ani razu nie włożone...
...jak przeczytam w końcu tę mądrą książkę co to Anka się zachwycała a ja przebrnąć nie mogę przez pierwszy rozdział...
...jak napiszę w końcu tę książkę co mi od lat paru po głowie chodzi...
...jak będzie cieplej/chłodniej/dłuższe dni/dłuższe noce...
...jak mi urosną włosy/jak zetnę włosy/jak ufarbuję na nowy kolor...
...jak, jak, jak, JAK!!!!

No...
To dopiero będzie raj utracony i ziemia obiecana w jednym, nieprawdaż?!
Wtedy będziemy dopiero powabne i seksowne, piękne jak Penelope, wysportowane jak siostry Radwańskie, mądre jak prof. Bartoszewski. To co teraz - się nie liczy, liczy się to fantastyczne życie później, niedługo, ważne jest tylko to co będzie PO jaku.

Więc chudniemy te ileś kilo, kupujemy buty za pół pensji, czytamy mądrą książkę, a na koniec mamy tę nową szałową fryzurę - i życie wcale nie odmienia się w cudowny sposób, nie stajemy się lepsi bo jest nas mniej, bo mamy więcej albo inaczej.

To się podobno nazywa życiem w czasie przyszłym, nieumiejętnością cieszenia się z drobiazgów tu i teraz i prowadzi do poważnych rozczarowań.

Bo po prostu - indyjskie rogasie parzystokopytne i nasze rodzime jaki przypuszczająco-obiecujące mają prócz nazwy jeszcze jedną wspólną cechę.
Najczęściej PO nich zostaje tylko placek :)


10 March 2009

Notka gumiasta czyli czym wypełnić puste miejsce jak się nie ma lepszych pomysłów

Tak, owszem, wyjeżdżało się :) i niebawem wyjedzie się znów. I znów i znów, raz bliżej, raz dalej, raz tylko nad najbliższą kałużę a innym razem nad tę trochę dalszą. Ale tymczasem, póki co...
Nic mi się nie chce.
Zawsze o tej porze roku nic mi się nie chce. Strajk i wyżuta guma orbit, wszystko może poczekać bo ważniejsze jest spanie w ilościach nieprzyzwoitych - najlepsze i niezawodne antidotum na zły humor, niechciejstwo i próbujące nadgryzać przeziębienia. Liczę też na to, że jak już się wyczołgam ze snu to wczołgam się bezpośrednio w minimum 15 stopni w słoneczny dzień a nie taką bryndzę jak obecnie.