28 March 2009

Notka przyszłościowa czyli jaki jakie są każdy widzi

Kaman.
Każdy wie co to są jaki, nie?
No, takie te frędzlaste bawoły z Indii, to też, tylko że w tym momencie akurat nie o te jaki mi chodzi.
Mam na myśli jaki składniowe gramatyczne. Jaki przypuszczające, obiecujące, kuszące, jaki roztaczające w niedalekiej perspektywie wizję wspaniałego życia jakie (!) nas czeka.

No bo przecież:

...jak schudnę te pięć kilo/jak wyrzeźbię sobie pośladki...
...jak kupię sobie te fantastyczne buty, co je widziałam tydzień temu na wystawie a kosztują nieprzyzwoicie dużo/jak sprzedam tę tonę ciuchów co mi w szafie zalegają ani razu nie włożone...
...jak przeczytam w końcu tę mądrą książkę co to Anka się zachwycała a ja przebrnąć nie mogę przez pierwszy rozdział...
...jak napiszę w końcu tę książkę co mi od lat paru po głowie chodzi...
...jak będzie cieplej/chłodniej/dłuższe dni/dłuższe noce...
...jak mi urosną włosy/jak zetnę włosy/jak ufarbuję na nowy kolor...
...jak, jak, jak, JAK!!!!

No...
To dopiero będzie raj utracony i ziemia obiecana w jednym, nieprawdaż?!
Wtedy będziemy dopiero powabne i seksowne, piękne jak Penelope, wysportowane jak siostry Radwańskie, mądre jak prof. Bartoszewski. To co teraz - się nie liczy, liczy się to fantastyczne życie później, niedługo, ważne jest tylko to co będzie PO jaku.

Więc chudniemy te ileś kilo, kupujemy buty za pół pensji, czytamy mądrą książkę, a na koniec mamy tę nową szałową fryzurę - i życie wcale nie odmienia się w cudowny sposób, nie stajemy się lepsi bo jest nas mniej, bo mamy więcej albo inaczej.

To się podobno nazywa życiem w czasie przyszłym, nieumiejętnością cieszenia się z drobiazgów tu i teraz i prowadzi do poważnych rozczarowań.

Bo po prostu - indyjskie rogasie parzystokopytne i nasze rodzime jaki przypuszczająco-obiecujące mają prócz nazwy jeszcze jedną wspólną cechę.
Najczęściej PO nich zostaje tylko placek :)


10 March 2009

Notka gumiasta czyli czym wypełnić puste miejsce jak się nie ma lepszych pomysłów

Tak, owszem, wyjeżdżało się :) i niebawem wyjedzie się znów. I znów i znów, raz bliżej, raz dalej, raz tylko nad najbliższą kałużę a innym razem nad tę trochę dalszą. Ale tymczasem, póki co...
Nic mi się nie chce.
Zawsze o tej porze roku nic mi się nie chce. Strajk i wyżuta guma orbit, wszystko może poczekać bo ważniejsze jest spanie w ilościach nieprzyzwoitych - najlepsze i niezawodne antidotum na zły humor, niechciejstwo i próbujące nadgryzać przeziębienia. Liczę też na to, że jak już się wyczołgam ze snu to wczołgam się bezpośrednio w minimum 15 stopni w słoneczny dzień a nie taką bryndzę jak obecnie.

23 February 2009

Notka zezłoszczona

tylko zezłoszczona, albowiem gdyż ponieważ dbamy o czystość języka i nie nadużywamy wulgaryzmów. Poza tym już się nakurwiłam bezpośrednio przy zdarzeniu.
Kolejny raz waląc bezsilnie głową w pszepienkny nowy słupek przystankowy doszłam do wniosku, że w tym, skądinąd cudnym mieście, jeśli mam liczyć na komunikację zbiorową to lepiej od razu strzelić sobie w stopę. Przy czym celowość, a raczej bezcelowość liczenia jest wprost proporcjonalna do ilości czasu jaki się posiada by dotrzeć w pożądane miejsce oraz ważności sprawy, którą ma się do załatwienia, a środek komunikacji o ile raczy w końcu przyjechać, to będzie swój własny środek miał zdezelowany, brudny i o temperaturze zblizonej do tych, jakie panują w lodówce, a dodatkowo, w dzień taki jak dziś możemy otrzymać gratis ekstra atrakcje w postaci wody kapiącej na głowę. Nie można też zapominać o nonszalancji godnej Kubicy, z jaką część kierowców wjeżdża w zatoczki: te rozbryzgi świeżego błocka, te półtorametrowe fontanny tryskające spod kół, coś wspaniałego!! Panu prezydentowi marzy się jakieś horrendalnie drogie cacko, a tymczasem umykają mu ulotne wrażenia dnia codziennego!!
Po takim dniu jak dziś mam nosie ekologię, ideologię i inne -ogie, wolę wsiąść w cieplutki samochód i beztrosko generować korki. Zresztą ja tam lubię korki, przynajmniej dobrej muzyki można w spokoju posłuchać a i własnego nosa nie trzeba narażać na obywateli, którzy zapomnieli nie tylko o porannym prysznicu, ale i o tym z wczoraj, z przedwczoraj, nie mówiąc już że zapomnieli, że nie trzeba już się orać w lodowatej Odrze na tarze i z kijanką - pralki istnieją i są powszechnie dostępne.
Mamuniu, co za szczęście, że wiosna idzie i będzie można wykorzystać własne nogi do przemieszczania się po chodnikach bez dwudziestocentymetrowej warstwy błocka!
A żeby nie było tylko jęczenia sprawiedliwie przyznam, że do pracy wozi mnie na czas to cieplutkie volvo, to mercedesik :)