5 February 2010

Notka sennikowa

Wczoraj...
Wróciłam z pracy. W Domu czyhały zwykłe czynności - odgruzowywanie, pranie, obiad. W ich trakcie znalazł się czas na gorącą herbatę. W pewnym momencie przypomniało mi się, że przecież dziś wyjeżdżam, już, zaraz, za moment, że muszę jeszcze spakować trylion Bardzo Przydatnych Przedmiotów. Pakowałam walizki i torby w panice i popłochu, do wyjazdu pozostało zaledwie kilkanaście minut. Ludzie, z którymi miałam jechać przyszli po mnie, ale ponieważ nie byłam jeszcze gotowa, zabrali tylko moje bagaże, ja z podręczną torebką na dworzec miałam dotrzeć sama. Udało mi się w końcu jakoś wykokosić, pędzę z rozwianym włosem, wpadam na peron... i widzę tylko tylne światła odjeżdżającego pociągu.

I w tym momencie się obudziłam.

Ale zdążyłam jeszcze przez chwilę poczuć wielkie szczęście, które nie minęło po przebudzeniu. Szczęście, w którego tle słychać łoskot spadających głazów, tych co czasem na sercu się rozpanoszą, które pachnie wolnością i obietnicą lepszych dni, ulotne, nieczęsto odczuwane wrażenie, że od teraz Wszystko Będzie Dobrze.

Kolejny raz ogarnia mnie poczucie, że w życiu, do mojego osobistego szczęścia, nie jest mi potrzebne zbyt wiele rzeczy, że paradoksalnie pozbywając się czegoś, niczego nie tracę, a wręcz przeciwnie, bilans wychodzi na plus. I nie mam na myśli przedmiotów materialnych, w każdym razie nie tylko. Balastem w moim życiu najczęściej są złe emocje, zapieczone złości, ograniczenia narzucane przez ludzi, z bliższego i dalszego otoczenia, którzy zawsze wiedzą lepiej, jak trzeba żyć.
Jak to dobrze znowu poczuć się wolnym, wstawać ze świadomością, że kolejny puzel wskoczył na swoje miejsce i układanka przynajmniej chwilowo wygląda na kompletną :)

Dzisiejszą notkę sponsoruje Seweryn. O, przepraszam, Pan Seweryn :)

8 September 2009

Notka końcowoletnia

Pewnie znów się powtarzam, nie dalej jak rok temu pisałam zapewne na ten sam temat -

-lubię tę porę roku.

Już nie lato, nie upały, nie gorące wieczory i noce, nie pyliste i drgające powietrze, nie szukanie ochłody w najmniejszym skrawku cienia - ale jeszcze nie ciepłe ubrania, jeszcze sandałki są w użyciu, a po rześkim poranku przychodzi słoneczny, ciepły dzień. Miasto jest ciekawsze o tej porze roku - rano, spowite lekką mgiełką i muśnięte różem dopiero co wzeszłego słońca traci dosłowność i przenosi przechodniów w nieco bajkowy świat*, w południe jeszcze nie pozwala zapomnieć lipcowego skwaru, a wieczorami zapachem palonych liści przywołuje miłe wspomnienia. To czas, kiedy perspektywa włożenia na siebie czegoś cieplejszego nie powoduje przykrości, a nieokreśloną przyjemność. Choć coraz krótsze dni, to jeszcze nie ta przygnębiająca pora, kiedy wychodzi się i wraca po ciemku, jeszcze zmierzch sprawia przyjemność i zachęca do spaceru, ale równocześnie czas, w którym coraz lepiej smakują książki i domowe seanse filmowe, w którym już nie żal zostać w domu 'bo tak ładnie na zewnątrz'. To jest pora magiczna, przejściowa, zmienna i ulotna.




*o ile poranny wqrw pozwoli zabieganym na rozglądnięcie się wokół.

29 July 2009

Notka wakacyjna aka cukiniowa

czyli blog też ma wakacje :) Pomiędzy jednym urlopem a drugim znalazła się jednak mała chwila na parę słów (w końcu nikt nie chce siedzieć w zamrażarce :) ).

Placki cukiniowe z bundzem

Porcja dla dwóch NAPRAWDĘ NIEMOŻLIWIE głodnych osób lub dla większej ilości jako przegryzka.

3 małe cukinia
1 cebula
1 ząbek czosnku
1 jajko
15 dag bundza (mozarelli, bryndzy, w ostateczności żółtego sera)
sól, pieprz, opcjonalnie lubczyk
oliwa do smażenia

Cukinię zetrzeć na tarce na GRUBYCH oczkach, dodać pokrojoną w drobniutką kosteczkę cebulę, przeciśnięty przez praskę czosnek i żółtko jaja. Posolić ile kto lubi, dobrze wymieszać, odstawić.
Bundz drobno pokroić (np w paseczki 3x0.3x0.3 cm, lub w małą kostkę). Ubić białko jaja na sztywną pianę.
W tym czasie w misce z resztą składników powinna wydzielić się duża ilość płynu - dobrze odcisnąć np na gęstym sicie a jeszcze lepiej przez gazę. Po odciśnięciu dodać ser i białko, wymieszać delikatnie, doprawić pieprzem. Przy dobrym odciśnięciu nie potrzeba dodawać mąki, bo jak powszechnie wiadomo, mąka to ZUO.
Bardzo mocno rozgrzać niewielką ilość oliwy. Łyżką kłaść na patelnię nieduże placuszki, smażyć z obu stron na złoto. Po usmażeniu odsączyć na papierowym ręczniku, bo jak powszechnie wiadomo, nadmiar tłuszczu to takowoż ZUO.

Podawać można z sosem czosnkowym, tajskim, guacamole, sałatką z pomidorów, śmietaną, kefirem, sałatą, kawałkami mięsa i czym tam komu jeszcze przyjdzie do głowy. Uprasza się o nie pęknięcie z przejedzenia.

Smacznego :)